a idźcie w pizdu. nie chcę.
robię porządki. ze sobą, ze światem. jest teraz tak nijak, ale sie boje. mhm. lęk jest okropny.
kupię sobie walizkę i ucieknę. tak.!
a idźcie w pizdu. nie chcę.
robię porządki. ze sobą, ze światem. jest teraz tak nijak, ale sie boje. mhm. lęk jest okropny.
kupię sobie walizkę i ucieknę. tak.!
robię wszystko, żeby zrobić sobie źle. kocham ból rozciętej skóry. zaraz znów przyjdziesz i znów będziemy się kłócić. [wiesz, to w moich oczach zaczyna tracic sens.]
kwiatki więdną i rozkwitają, jeden po drugim. zaraz umre z nimi.
nie chcę robić tego wszystkiego, co muszę zrobić. nie mam siły, chęci, odwagi, ochoty. chcę krzyknąć ‘protest.!’ albo ‘wakacje.!’ i mieć wolne. tak.
kochanie, jest mi zimno. bądź.
bzy uschnięte. stokrotka się trzyma. gerbery są najpiękniejsze na świecie. chodźmy na rower.?
jeszcze mam Twój smak w ustach. przed oczami Twój uśmiech. jeszcze czuje na ramieniu Twoje palce. było zimno, a ja Ci śpiewałam, że zawsze i tam gdzie Ty, i noce, i świty, i… Ty.
wiesz, jak jest. ja jestem choleryczką, oni tego nie rozumieją. wiesz, że to wszystko jest moją winą, i wiesz też, że to z przekory. i mówię to żeby się usprawiedliwiać.
całe wakacje chcę spędzić z Tobą pod kołdrą w górach. tam są bardzo jasne kołdry. takie, jakie powinny być kołdry. i wygodne materace. i duże okna tuż nad naszymi głowami.
to nie jest ważne.
czuję, że Cię nie wspieram, że nie pomagam. i na prawdę wzruszające są dla mnie chwile, gdy słyszę ‘jesteś zajebista’, tylko dlatego, że mówiłam coś z serca. starałam się. mój szept słyszały chyba nawet anioły.
jest za zimno, by spać bez Ciebie. ale oni tego nie zrozumieją. oni śpią do siebie plecami, biją się w nocy o kołdrę. kocham Cię, to żegnaj było dlatego, że nie lubię sobót bez Ciebie.
partnerstwo. nie umiem, ale się staram, wiesz.? kocham za Tobą tęsknić, bo wtedy czas się tak wlecze, a ja mogę to wszystko zrobić, czego nie umiem robić przy Tobie, bo chcę Cię dotykać. całować. czuć przy sobie.
wspieracie mnie. Ty i One. i flagi, które powiewają na wietrze w rytm muzyki od niego. that was before… jestem z tych, które przeszłość nosza głęboko w sobie. but not anymore…
zauważam, że jestem taka jak on, że to się powiela w każdym związku, jak on, jak ona, jak oni wszyscy. nie istnieje już coś takiego jak nonkonformizm. ah.! przypomina mi sie 11 listopada. lekcja numer jeden. kocham Cię.
‘kocham Cię, forever’. tak. taka przyjaźń, że jeśli nie rozmawiamy ze sobą kilka miesięcy… ale my tak możemy, a nadal o sobie myślimy. że spotkamy się u Ciebie, że będziemy śmiać się z ludzi, że. kurwa, przecież ja bym zaginęła pomiędzy stadem ludzi bez Ciebie. tak, to o to chodzi. że krzyczysz, żebym nie paliła, a ja to nadal robie, a Ty mnie kochasz. albo ja krzyczę, byś się nie odchudzała, a Ty to olewasz, ale ja nadal Cię kocham. tak. na tym to wszystko.
boję się pierwszych miłości. boję się, że Ty nią nie jesteś. jesteś pierwszym spełnieniem. i to z Tobą chcę zniknąć wśród marzeń, w zajebiście białej pościeli. kiedyś, w wakacje. wiem, że nie chcę czekać. ale znów się boję, że to tylko przejściowe.
będę się tego trzymać z całej siły, tylko mi pomóz.!
staję się kimś zupełnie innym. zmieniam futro na lato. zrzucam jedną skórę. będę kręconą blondynką, wariatką, zakochaną do szaleństwa nastolatką, która jeszcze niczego nie wie o życiu.!
wyrzuciłam już wszystkie zwiędłe kwiaty. róże nie więdną, one zasychają w sobie. wylałam tę stęchłą wodę ze stokrotek, postawiłam butelkę naszego-waszego wina i zaczynam wszystko od początku. nas, Kochanie zaczynam od początku. bo za wiele zepsułam.
hipokryta. jesteśmy podobni.? aż tak.? nazywają nas rodzeństwem nie tylko ze względu na wygląd.? uciekłbyś.? Ona nie uciekła od Ciebie, ciesz się, że masz to szczęście co ja. że On ode mnie nie.
dla rozluźnienia strzelam folią z bąbelkami. bombelkami, ha, zawsze myślałam, że to właśnie tak się pisze. strzelam tą folią i wariuję w sobie, bo widzę, że niedługo zacznie się coś pięknego. mam takie wrażenie.
mimo, że mam paranoje na punkcie błękitnych oczu. zazdrość. nie jesteś mój cieszę się Ty jesteś mój bądź mój zawsze.
to jebane, zawsze.
szukam palcami pełnych jeszcze komór. to jak wtedy, gdy dotykam Twej twarzy, by lepiej Cie pamiętać w nocy. tęsknię. widziałam Cię jakieś 10 minut temu. tęsknię za dotykiem Twoich dłoni, za Twoim ciałem.
błogosławię takie noce, takie wieczory, których wcale nie spędziłam z Tobą, a jednak przy Tobie. CIESZE SIE. że jest, tak, jak jest. stało się. pokochałam Cię na nowo. marzę o Tobie, boję się tylko, że. [znów Cię wyidealizuję, znów się zawiodę.?]
KOCHAM CIE. całego. w połowie. wcale. zawsze, w każdy sposób.
lubię rysować, gdy Ciebie nie ma, bo moj żal, moje szczęście, SIEBIE wlewam w kartkę. ołówiekm. to prawie jak miedzioryt, tylko bardziej wewnętrzny.
zaraz przyjdziesz, a ja znów zaczynam mieć tego dość. mam wahania nastrojów. lęki. bóle brzucha. to wszystko chyba przez Ciebie.
myślę, że zaraz zapukasz do drzwi i znów robi mi się niedobrze.
ale gdy już przyjdziesz, to wszystko minie, będę patrzyła na Ciebie jak na jakiś cud świata, Ty będziesz mnie głaskał i przytulał, i kochał. tak po prostu kochał. zwyczajnie, po ludzku a jednak wielce.
o właśnie przylazłeś…